Hazard to choroba demokratyczna

2 godzin temu

Pierwszy kupon postawiła na pierwszym roku psychologii, w czasie zdalnych zajęć z socjologii. Chciała pomagać ludziom, a sama wpadła w nałóg, który zabrał jej wszystko, co wygrała – i znacznie więcej. Na terapię musiała jeździć 30 kilometrów, do Bielska-Białej, bo w najbliższym mieście leczono tylko alkoholików. Z Aleksandrą Pytel, mieszkanką gminy Andrychów, terapeutką uzależnień i autorką książki „Życie bez znieczulenia”, rozmawia Paweł Więzik.

Najpierw było uzależnienie, a potem decyzja, żeby zostać terapeutką?

Aleksandra Pytel: Wszyscy tak myślą. A było odwrotnie. Najpierw chciałam być psychologiem i pomagać ludziom, a dopiero potem sama wpadłam w sidła nałogu. Proszę to sobie wyobrazić: pierwszy rok studiów, pandemia, zajęcia zdalne. W tle leci wykład z socjologii, a ja tworzę swój pierwszy kupon.

Kasyno internetowe?

Zakłady bukmacherskie online. Obstawianie meczów i innych wydarzeń sportowych.

Stereotyp mówi, iż w zakłady sportowe wpadają mężczyźni.

Bo to głównie oni interesują się sportem. Ale są też kobiety, które kochają futbol. Ja kibicuję FC Barcelonie i reprezentacji Polski od Euro 2012. Miałam wtedy 11 lat, a cały kraj był dumny, iż gości wielki turniej. Ta pasja była prawdziwa. Hazard ją zatruł.

Zanim zapytam, ile najwięcej przegrałaś: ile najwięcej wygrałaś?

Zawsze słyszę pytanie o wygrane, nigdy o przegrane. A to przegrane są ciekawsze. Ile wygrałam? Nie pamiętam. Może kilka, najwyżej kilkanaście tysięcy. To nie ma żadnego znaczenia, bo wszystko i tak szło na dalszą grę i zostało przegrane. Kasyno zawsze wygrywa. To jest tak policzone. jeżeli ktoś mówi, iż jest do przodu, to kłamie. Na dłuższą metę to niemożliwe.

Kto tak to „policzył”?

Nad tym, jak uwieść człowieka i zatrzymać go jak najdłużej, pracują najlepsi psychologowie. Chodzi o to, żebyś zapomniał, iż masz iść do pracy, odrobić z dzieckiem lekcje, nastawić pranie. Dlatego w kasynie nie ma zegarów. Jest przyjemna muzyka, miękkie dywany, piękne kelnerki, darmowe drinki. Wszystko po to, żebyś stracił kontrolę i grał do ostatniej złotówki.

Kiedyś, żeby grać, trzeba było się ubrać, włożyć buty, pójść do automatu. Dziś wystarczy telefon.

I dlatego hazard jest dziś dostępniejszy niż alkohol. Po wódkę trzeba wyjść, a choćby taksówka, która ją przywiezie, trochę jedzie. Tu odpalasz telefon i o każdej porze dnia i nocy możesz przegrywać. Do tego chwilówki. Wystarczy lekko skłamać we wniosku i w 5–10 minut masz tysiąc, dwa, choćby pięć tysięcy złotych. O czwartej rano. I przegrywasz je dwoma kliknięciami.

Tak wyglądały twoje noce?

Tak. Rozdział mojej książki o tym okresie nazwałam „Inferno”, czyli piekło. Grałam dosłownie wszędzie, w każdym miejscu i o każdej porze. Trudno mi dziś wskazać miejsce, w którym nie grałam. To uzależnienie wchodzi w każdą dziedzinę życia.

A na boisku można dziś obstawić niemal wszystko.

Na początku było tylko: kto wygra, ile bramek. Teraz są zakłady na żywo, rzuty rożne, kartki, faule. Można się założyć, kto wykona następny wyrzut z autu. Każda minuta meczu to nowy zakład.

Wspominałaś, iż problem dotyczy coraz młodszych.

Byłam w podwarszawskiej szkole, gdzie hazard wśród młodzieży jest już bardzo rozwinięty. Piętnasto-, szesnastolatkowie grają regularnie. Zakładają konta na rodziców, bo to łatwe: wystarczy zrobić zdjęcie dowodu mamy i je wysłać. A państwo? Formalnie zakazuje kasyn bez polskiej licencji, a w praktyce przez cały czas można grać na licencjach zagranicznych.

Do tego reklamy.

I to jest najgorsze. Hazard reklamują ludzie, którzy są dla młodzieży autorytetami: wielcy sportowcy, dziennikarze sportowi. Większość klubów Ekstraklasy ma bukmachera za sponsora. Reprezentacja Polski, którą oglądają miliony, podpisała z bukmacherem wieloletnią umowę. Kiedyś policzyłam reklamy przed meczem: dwie alkoholowe, trzy bukmacherskie, jedna banku, jedna loterii. Przekaz jest prosty: skoro kibicujesz, to grasz.

Sport i hazard idą w parze.

A nie powinny. Sport kojarzy się z dyscypliną, wytrwałością, zdrowiem. Hazard jest zaprzeczeniem tych wartości. Czy słyszał pan kiedyś kampanię antyhazardową? Bo ja nie. Antyalkoholowe są, z drastycznymi obrazami, które nas ruszają. O hazardzie milczymy.

Gdy szukałaś pomocy, system też milczał?

Cztery lata temu, gdy szukaliśmy dla mnie terapii, nie mogłam się leczyć w najbliższym mieście. Tam leczono tylko uzależnienie od alkoholu. Gdybym powiedziała, iż jestem hazardzistką i alkoholiczką, przyjęliby mnie. Sam hazard im nie wystarczył. Odesłano mnie do Bielska-Białej, 30 kilometrów dalej. To pokazuje, iż hazard wciąż spychamy na dalszy plan, choćby w gabinetach terapeutów.

Czy jako terapeutka dzielisz uzależnienia na groźniejsze i mniej groźne?

Nie. Każde nieleczone uzależnienie jest chorobą śmiertelną. Każde jest przewlekłe i bardzo ciężkie. Są subtelne różnice, ale mechanizmy i objawy są bardzo podobne.

Stąd tytuł twojej książki: „Życie bez znieczulenia”?

Tak. Życie bez znieczulenia to życie bez żadnych używek. Tak staram się teraz żyć: bez alkoholu, bez narkotyków, bez nadmiaru leków. Bo co z tego, iż przestanę grać, jeżeli zastąpię to alkoholem i będę się znieczulać inaczej?

Często tak się dzieje?

Bardzo często. Pacjent mówi z dumą: „Nie grałem rok”. Po głębszej rozmowie okazuje się, iż przez ten rok wypił ogromne ilości alkoholu. Jaka to różnica? Z punktu widzenia terapii to dokładnie to samo, tylko inne narzędzie. Dlatego uczulamy pacjentów w ośrodku: nie grasz, ale uważaj na alkohol, bo jesteś na niego kilkakrotnie bardziej narażony. Mózg będzie szukał zamiennika.

Gdzie zaczyna się hazard? Paczki w grze FIFA albo skrzynki w CS-ie to już hazard?

Tak. Hazard to trzy warunki: wkładasz pieniądze, masz niskie prawdopodobieństwo wygranej i istnieje stawka, czyli możliwość zysku. Paczki w FIFIE spełniają wszystkie trzy. Ludzie wydają na nie fortunę, a gdy wychodzi nowa edycja gry, zostają z niczym. To nie jest nowy wynalazek. Ludzie grali już w czasach piramid. Losy rzucano choćby o szaty Jezusa.

Przebadałaś 300 hazardzistów z całej Polski. Kim jest polski hazardzista?

Po pierwsze: to choroba demokratyczna. Miałam w badaniu i piętnastolatków, i siedemdziesięciolatków. Prawników i bezrobotnych, informatyków i psychologów. Najczęściej to jednak mężczyźni w wieku 25–35 lat. Takich pacjentów widzimy też najczęściej w ośrodkach.

Dla kogo jest twoja książka?

Nie tylko dla uzależnionych i nie tylko dla tych, którzy mają uzależnionych w rodzinie. Zakładam, iż w każdej rodzinie albo w każdym gronie znajomych jest ktoś, kto gra. Tylko nikt nie chce o tym mówić, bo wydaje się to problemem niszowym. Ta książka pokazuje miejsce, w którym żaden człowiek nie chce być. I mówi, jak z niego wyjść.

Aleksandra Pytel – psycholożka, terapeutka uzależnień, autorka książki o uzależnieniu od hazardu. Sama przeszła terapię uzależnienia od zakładów bukmacherskich.

Idź do oryginalnego materiału