Mateusz Słodowy w barwach Górnika Zabrze rozegrał piętnaście meczów na poziomie Ekstraklasy. Doświadczony defensor kolorów klubu z Roosevelta reprezentował w 2013-2015, odchodząc przed zakończoną spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej rundą wiosenną sezonu 2015/16. We wtorkowy wieczór 35-latek w barwach Unii Turza Śląska zrobi wszystko, by Górnik II Zabrze nie sięgnął po POLTENT Puchar Polski.
Przed tym finałem jak wygląda atmosfera i nastroje w Turzy? Widziałem post na Facebooku, iż to wielkie wydarzenie dla klubu.
- Na pewno. W poniedziałek był u nas choćby prezes i zaznaczał, iż to już teraz jest historyczne osiągnięcie, z czego bardzo się cieszył. Unia Turza nigdy wcześniej nie grała w finale tego pucharu. Skoro udało nam się tam dojść, to myślę, iż należy to oceniać wyłącznie na plus.
Powiedz mi, czy aspiracje przed sezonem od początku zakładały walkę w pucharze, czy to po prostu wyszło naturalnie, z rundy na rundę?
- Z rundy na rundę. Myślę, iż nie było żadnego odgórnego założenia, iż musimy dojść do finału czy osiągnąć coś w tym stylu. Po prostu każdy kolejny mecz był dla nas osobnym celem i tak krok po kroku udało się awansować.
Unia miała dość ciężką drogę do tego finału, bo podobnie jak Górnik, graliście kilka trudnych meczów wyjazdowych. adekwatnie chyba wszystkie spotkania w tym podokręgu raciborskim rozgrywaliście w delegacji?
- Na pewno. Tylko raz graliśmy formalnie jako gość, ale przeciwko naszym rezerwom - to była jedyna taka okazja. Pozostałe mecze faktycznie zawsze graliśmy na wyjeździe, jakoś tak się to ułożyło. Na szczęście w finale uda się zagrać u siebie.
A jak wyglądał ten mecz z rezerwami? Czy podział na kadrę pierwszego zespołu i rezerw był wtedy wyraźny, czy pojawił się tam jakiś miks personalny?
- Nie, w większości wyglądało to tak, jak na co dzień trenujemy. Wiadomo, iż na tych początkowych etapach niektórzy zawodnicy szli do rezerw, żeby wyrównać liczbę minut na boisku i wtedy nie mogli zagrać przeciwko nam, ale zasadniczo było to starcie kadry pierwszego zespołu z kadrą drugiego.
Analizowaliście jakoś mocniej grę Górnika przed tym meczem, czy na tym szczeblu nie jest to codziennością i skupiacie się po prostu na kolejnych spotkaniach?
- Trener Bartek Socha dobrze zna rywali, bo pracował w Zabrzu. Zdajemy sobie sprawę z tego, iż Górnik jest faworytem. Na pewno wyjdziemy na ten mecz z nastawieniem na zwycięstwo, nie położymy się przed nimi. A czy analizowaliśmy rywala? Raczej skupiliśmy się na tym, co my mamy grać, niż na tym, co prezentuje Górnik.
Jaka jest broń Turzy na Górnika? Możesz cokolwiek zdradzić?
- Ciężko cokolwiek zdradzić, ale myślę, iż boisko w Turzy jest dość specyficzne. Przyjeżdżającym do nas zespołom gra się tutaj po prostu ciężko i w tym upatrujemy swojej szansy.
Mecz półfinałowy pokazał, iż o obliczu tego finału przesądzili dwaj najbardziej doświadczeni zawodnicy, wręcz internacjonałowie w swoich zespołach. Ty miałeś duży udział w awansie Unii, a Marcin Wodecki znowu poszalał w Katowicach w meczu ze Spartą.
- Tak się to ułożyło, iż "dinozaury" pomogły swoim zespołom awansować do finału. Myślę, iż to tylko pokazuje, iż mimo upływu lat chęć do gry w dalszym ciągu w nas jest, i bardzo dobrze.
Ty się dobrze z "Pszczółką" znasz i to nie tylko z Zabrza, ale chyba też z Odry Wodzisław Śląski?
- Tak, dokładnie. Znamy się z Odry, a poza tym przez chwilę byliśmy razem na testach w Czeskich Budziejowicach - spędziliśmy tam chyba z tydzień. Znamy się więc dość dobrze.
Jakim człowiekiem i jakim piłkarzem jest Marcin Wodecki?
- Na pewno jest to bardzo doświadczony zawodnik, a jako człowiek - postać niezwykle barwna i zabawna. Myślę, iż odnalazłby się w każdej szatni. Nie znam osób, które mogłyby na niego narzekać, to naprawdę bardzo wesoły facet.
Ty również jesteś jedną z osób, które mocniej zaznaczyły swój ślad w Górniku. Nie tylko byłeś związany z klubem, ale rozegrałeś w trójkolorowych barwach kilkanaście spotkań w Ekstraklasie.
- Można powiedzieć, iż "przeszedłem" przez tamtejszą szatnię. Tych oficjalnych występów nie było jakoś bardzo dużo, ale spędziłem w Zabrzu sporo czasu. Przez pół roku nie mogłem grać z powodu zawirowań z dokumentami przy odejściu z Czech, więc trochę czasu w Górniku mi upłynęło.
To było dokładnie 10 lat temu - sezon 2015/2016.
- Możliwe. Nie jestem teraz w stanie dokładnie tego zweryfikować z pamięci, ale to bardzo prawdopodobne.
Ten sezon zwieńczony był wtedy spadkiem...
- Niestety tak. Ja po pierwszej rundzie odszedłem do Bytomia, ale trzymałem za chłopaków kciuki, żeby udało im się utrzymać.
Jak w ogóle pamiętasz tamten sezon i ogólnie czas spędzony na boiskach Ekstraklasy?
- Górnika wspominam bardzo dobrze. Wiadomo, szkoda, iż wtedy spadliśmy. Tak jak mówiłem, odszedłem w połowie sezonu, ale mocno trzymałem kciuki za utrzymanie. Przykro się to oglądało, bo do tego spadku doszło chyba w ostatnim meczu z Niecieczą, tak to przynajmniej kojarzę. Na pewno nie było to miłe przeżycie.
Po 10 latach historia Górnika potoczyła się zupełnie inaczej, bo dzisiaj klub zgarnął adekwatnie wszystko: wicemistrzostwo i Puchar Polski. Do tego chłopaki z CLJ U-19 również zdobyli wicemistrzostwo, a rezerwy zagrają o POLTEN Puchar Polski.
- To na pewno bardzo dobry czas dla Górnika i bardzo się z tego powodu cieszę. Mieszkam w Wodzisławiu Śląskim, więc to klub z mojego regionu. Miejsce Górnika jest jak najwyżej. Cała otoczka, ludzie, kibice - to wszystko sprawia, iż ten klub zasługuje na bycie w ścisłej czołówce.
Niemniej we wtorek Mateusz Słodowy pewnie zrobi wszystko, żeby przypomnieć się kibicom z Zabrza jakąś zdobytą bramką czy dobrym występem, a niekoniecznie tym, żeby to Górnik podniósł puchar w Turzy Śląskiej?
- Szczerze mówiąc, nie zależy mi aż tak na indywidualnych zdobyczach. Bardzo bym się ucieszył z naszego zwycięstwa, a to, kto strzeli bramkę, nie ma dla mnie większego znaczenia.
Co jest większą wartością, o którą zagracie w tym finale? Fakt, iż możecie zdobyć trofeum, które w klubowej gablocie byłoby niezwykle cenne, czy to, iż wygrana daje przepustkę do głównego turnieju na szczeblu centralnym STS Pucharu Polski?
- Myślę, iż jedno i drugie. Wiadomo, iż na szczeblu centralnym można już trafić na bardzo atrakcyjne zespoły. Byłoby to niezwykle interesujące wydarzenie, gdyby do Turzy przyjechały drużyny z najwyższej krajowej półki. Zresztą, zawsze dobrze jest wygrywać, bo po to się wychodzi na boisko.
Jaki scenariusz przewidujesz na jutrzejsze spotkanie? Czy to będzie zacięty mecz, w którym padnie dużo bramek, czy raczej spodziewasz się, iż o wyniku zadecyduje jedno trafienie?
- Wynik może być różny, ciężko to wyrokować. Bardzo bym chciał, żebyśmy to my strzelili o tę jedną bramkę więcej. Dla kibiców na pewno byłoby lepiej, gdyby padło dużo goli, ale ja cieszyłbym się choćby z wygranej 1:0. Może to być choćby bramka samobójcza, nie ma to znaczenia - ważne, żebyśmy to my finalnie podnieśli puchar.
Górnik rywalizował w tej edycji POLTEN Pucharu Polski z drużynami z trzeciej ligi, gdzie Skra i Sparta w ostatnich rundach podejmowały go u siebie, ale grał też kilka meczów z zespołami z czwartej ligi - jak Unia - gdzie wyraźnie przeważał. Różnica jednej klasy rozgrywkowej jest bardzo znacząca? Jak Ty to odczuwasz?
- Myślę, iż na przestrzeni całego sezonu ligowego ta różnica na pewno byłaby widoczna. Pamiętajmy jednak, iż to jest mecz finałowy. O wszystkim decyduje jedno spotkanie i na pewno dołożymy wszelkich starań, żeby je wygrać. Tak jak powiedziałem - Górnik jest faworytem, ale zrobimy wszystko, żeby postawić się wyżej notowanemu przeciwnikowi.
Bierzesz pod uwagę rzuty karne? W Ustroniu awansowaliście przecież właśnie po jedenastkach.
- Dokładnie tak. jeżeli mamy wygrać po rzutach karnych, to biorę taki scenariusz w ciemno. Aczkolwiek nie ukrywam, iż wolałbym rozstrzygnięcie w regulaminowych 90 minutach.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

















