Gdy niemożliwe staje się faktem

slowopodlasia.pl 3 godzin temu
Parafrazując klasyk komentatorski Wojciecha Zielińskiego z 1976 roku z finału turnieju siatkarskiego w Montrealu "...i Wałachowski prawdziwy szarlatan który powiedział interesuje mnie tylko utrzymanie" trudno zaprzeczać iż te słowa nie pasują do szkoleniowca ŁKS Łazy. Po rundzie jesiennej wielu pukało się w głowy gdy mówił iż utrzyma okręgówkę dla podłukowskiej wsi. Historia tak niewiarygodna i wręcz romantyczna iż kibice lokalnej piłki zaczęli naprawdę wierzyć w cuda. Z rozczarowania po poprzedniej pracy i chęci udowodnienia jak bardzo pomylili się z jego zwolnieniem stworzył podwaliny prawdziwej drużyny która nie kłaniała się nikomu. Zapraszamy na rozmowę z architektem sukcesu ŁKSu Łazy, trenerem Piotrem Wałachowskim. Rozmawiał Damian Kaczmarek. Żeby dobrze zrozumieć położenie pańskie i drużyny musimy cofnąć do listopada ubiegłego roku a w zasadzie to to końcówki miesiąca. ŁKS Łazy dryfuje w stronę spadku z dorobkiem tylko 5 punktów po rundzie jesiennej. Pan z Orlętami Łuków walczy na czwartoligowym froncie. Walczycie dzielnie i...?- Wtedy zarząd ŁKS Orlęta Łuków postanowił nie przedłużyć wygasającej umowy. Nie ukrywam, iż było to dla mnie spore zaskoczenie. Cały czas byliśmy w grze o utrzymanie, a patrząc na obecną sytuację z awansami i spadkami, bardzo możliwe, iż udałoby się ten cel osiągnąć. Tego jednak już nigdy się nie dowiemy. Nasza gra z meczu na mecz wyglądała coraz lepiej. Rundę zakończyliśmy zwycięstwem 1:0 z Granitem Bychawa, a wcześniej przegrywaliśmy minimalnie, jedną bramką, z wyżej notowanymi rywalami. Widziałem, iż drużyna się rozwija i idzie we adekwatnym kierunku. Po początkowym zaskoczeniu gwałtownie pojawiły się oferty z innych klubów i wiedziałem, iż chcę dalej pracować jako trener. Propozycja z Łazów była dla mnie szczególnie interesująca. Zawsze lubiłem trudne wyzwania i szukanie rozwiązań w pozornie beznadziejnych sytuacjach. Miałem świadomość, iż po rundzie jesiennej sytuacja ŁKS jest bardzo trudna. Pięć punktów na koncie sprawiało, iż obok Stanina byliśmy wskazywani jako główny kandydat do spadku. Z drugiej strony wierzyłem, iż potencjał tej drużyny jest znacznie większy, niż pokazywała tabela. Chłopcy zasłużyli jesienią na zdecydowanie więcej niż pięć punktów. Na tyle, na ile mogłem, śledziłem ich mecze i wiedziałem, iż ten zespół ma jakość. Uznałem, iż warto podjąć ryzyko i spróbować dokonać czegoś niezwykłego. Takie historie pamięta się przez lata, a być może choćby do końca życia.Chyba nie tak miało a raczej nie powinno wyglądać podziękowanie za współpracę?- Nie ukrywam, iż tamte wydarzenia kosztowały mnie sporo emocji. Poświęciłem temu klubowi wiele czasu, energii i serca, nie tylko jako trener, ale również jako zawodnik. Dlatego sposób zakończenia współpracy był dla mnie dużym rozczarowaniem. Uważam, iż pewne sprawy można było załatwić inaczej i z większym szacunkiem wobec pracy, która została wykonana. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, iż każdy prezes, dyrektor czy działacz ma prawo do własnej wizji oraz podejmowania decyzji, za które później bierze odpowiedzialność. Na zakończenie współpracy usłyszeliśmy wraz z trenerem Darkiem Solnicą który jest legendą Łukowskiej piłki od prezesa słowa: „Historia nas rozliczy”. Myślę, iż każdy może dziś sam odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zakończyła się historia Orląt Łuków, a jak potoczyły się losy ŁKS Łazy w poprzednim sezonie. Nie zamierzam nikogo oceniać. Fakty są powszechnie znane. Z drugiej strony sport nauczył mnie, iż nie zawsze wszystko układa się sprawiedliwie. Dziś nie mam już wpływu na tamte decyzje. Zamiast oglądać się za siebie, postanowiłem skupić się na kolejnych wyzwaniach. Paradoksalnie to właśnie tamta sytuacja otworzyła przede mną drogę do ogromnego wyzwania i historii, której jeszcze kilka miesięcy wcześniej nikt nie był w stanie napisać. Może zabrzmi to banalnie, ale czasami trzeba zamknąć jedne drzwi, żeby otworzyły się kolejne. Patrząc na to, co udało się osiągnąć w Łazach, nie mam wątpliwości, iż było warto. Dla klubu, dla zawodników, dla kibiców i dla całej lokalnej społeczności. Z czyjej strony wyszła propozycja podjęcia się tak karkołomnej misji? Zachowanie zawodników którzy przyszli za panem świadczy nie tyle o solidarności co o lojalności i przywiązaniu do człowieka/trenera. - Pierwszy kontakt wyszedł ze strony działaczy ŁKS Łazy. Konkretnie odezwali się do mnie prezes Andrzej Ochnio oraz kapitan drużyny Maciej Janaszek. Od początku rozmowy były konkretne i rzeczowe. Dało się wyczuć, iż wszystkim zależy na tym samym celu i iż w klubie jest wiara, iż mimo bardzo trudnej sytuacji można jeszcze odwrócić losy sezonu. jeżeli chodzi o zawodników, którzy zdecydowali się przyjść do Łazów, to była to dla mnie ogromna satysfakcja, iż chłopcy chcą nam pomóc . Widocznie przez lata udało się zbudować relacje oparte na zaufaniu, wzajemnym szacunku i wspólnych doświadczeniach. To są moi rówieśnicy. Z niektórymi znam się od kilkunastu lat, chodziliśmy razem do szkoły, mieszkaliśmy na tych samych osiedlach, a później spotykaliśmy się w szatniach różnych drużyn, zarówno w Orlętach, jak i w ŁKS. Myślę jednak, iż sama znajomość nie miałaby tutaj większego znaczenia, gdyby nie byli przekonani do mojego warsztatu trenerskiego i sposobu pracy. W piłce nożnej sentymenty pomagają tylko przez chwilę. Na dłuższą metę zawodnicy muszą wierzyć, iż trener jest w stanie coś im dać i pomóc im się rozwijać. Mimo iż prywatnie znamy się od lat, wszyscy doskonale wiemy, kiedy kończą się koleżeńskie relacje, a zaczyna praca. Na boisku i w szatni każdy zna swoje miejsce i swoje obowiązki. To grupa ludzi, która po prostu lubi trenować, rywalizować i wygrywać. choćby kiedy sytuacja w tabeli była bardzo trudna, nikt nie odpuszczał i nikt nie szukał wymówek. Myślę, iż właśnie charakter tej drużyny był jednym z głównych powodów, dla których udało nam się osiągnąć nasz cel.Przygotowania w zimie przebiegały planowo? Śledząc wasze social media frekwencja była duża. - Tak, przygotowania przebiegały zgodnie z planem. Frekwencja była bardzo dobra, a zawodnicy od pierwszego dnia pokazali, iż wierzą w powodzenie tej misji. Co prawda w sparingach nie wszystko wyglądało tak, jak sobie zakładaliśmy. Można choćby zażartować, iż zamiast w piłkę nożną graliśmy w hokeja, bo wyniki 4:4, 4:5 czy 4:6 nie napawały optymizmem. Z drugiej strony wiedzieliśmy, nad czym pracujemy i skąd biorą się te rezultaty. Poziom treningów, zaangażowanie zawodników i wysoka frekwencja były jednak sygnałami, iż wiosną możemy być zupełnie inną drużyną niż jesienią. W drużynie panowała dobra atmosferaCzy w trakcie rundy wiosennej były momenty zawahania iż celu nie uda się osiągnąć? - Były trudniejsze momenty, bo nie da się przejść całej rundy bez kryzysów. Chyba największy pojawił się po remisie 2:2 z Sokołem Adamów na własnym boisku. Było to spotkanie, po którym czuliśmy spory niedosyt, bo zdawaliśmy sobie sprawę, jak cenne są dla nas punkty w walce o utrzymanie. Na szczęście potrafiliśmy gwałtownie wyciągać wnioski. Myślę, iż jedną z największych zalet tej drużyny było to, iż po każdej mniejszej wpadce potrafiliśmy się podnieść i odpowiedzieć zwycięstwem w kolejnym meczu. Nie rozpamiętywaliśmy niepowodzeń, tylko skupialiśmy się na tym, co przed nami. Jednak ani ja, ani drużyna nigdy nie straciliśmy wiary. Od początku wiedzieliśmy, o co gramy. Staraliśmy się koncentrować na najbliższym spotkaniu i konsekwentnie realizować cel, jakim było utrzymanie ŁKS Łazy w lidze.Wielu w Radosławie Szustku widzi najlepszego zawodnika w lidze co potwierdził liczbami ale sam nie dałby rady pociągnąć drużyny. Czy są zawodnicy którzy zasługują na szczególne wyróżnienie oprócz wyżej wymienionego? - Radek miał znakomitą rundę i liczby mówią same za siebie. Natomiast nie chciałbym wyróżniać pojedynczych nazwisk, bo o naszym sukcesie zdecydowała cała drużyna. Jedni strzelali gole, inni wykonywali mniej widowiskową pracę, ale każdy miał swój udział w utrzymaniu. To dotyczy również osób funkcyjnych. Prezes Andrzej Ochnio wykonał ogrom pracy, aby stworzyć drużynie odpowiednie warunki do funkcjonowania. Nie mogę też nie wspomnieć o naszym niezawodnym kierowniku Marcinie Chwedoruku, który podobnie jak ja trafił do Łazów w trakcie sezonu, Konradzie Zdanikowskim moim asystencie ,czy też Filipie Ściochu. Często nie widać tego z trybun, ale takie osoby mają ogromny wpływ na codzienne funkcjonowanie zespołu. Duże znaczenie miała również szerokość kadry. Każdy zawodnik czuł się potrzebny, a zmiennicy wielokrotnie wnosili na boisko nową energię i jakość, pomagając nam zdobywać niezwykle ważne punkty. Dlatego uważam, iż jest to sukces wszystkich ludzi związanych z ŁKS Łazy. Od zawodników i sztabu, przez działaczy.Kiedy dotarło do was iż celu uda się osiągnąć? - Myślę, iż stało się to po serii kilku zwycięstw z rzędu. Wtedy zobaczyliśmy, iż nie tylko odrabiamy straty, ale również zaczynamy wywierać presję na rywalach. Szczególnie ważne były zwycięstwa odniesione na początku rundy w meczach z naszymi bezpośrednimi konkurentami w walce o utrzymanie. Z każdym kolejnym spotkaniem wiara w osiągnięcie celu była coraz większa. W moim odczuciu najważniejsze okazały się jednak dwa mecze. Pierwszym było wyjazdowe zwycięstwo z Lutnią Piszczac, a drugim wygrana 1:0 u siebie z Milanowem po bardzo ciężkim i wymagającym spotkaniu. To właśnie po tych meczach po raz pierwszy poczuliśmy nieco większy spokój i utwierdziliśmy się w przekonaniu, iż wszystko jest w naszych rękach. Oczywiście do końca sezonu było jeszcze daleko i nikt nie zamierzał świętować przedwcześnie, ale wtedy chyba po raz pierwszy naprawdę uwierzyliśmy, iż utrzymanie jest na wyciągnięcie ręki.Zakończenie sezonu chyba mocno się wydłużyło? - Jak na moje zakończenia w tym klubie, zarówno w roli trenera, jak i zawodnika, uważam, iż było ono bardzo spokojne. Przede wszystkim poczuliśmy ogromną ulgę, bo po wielu miesiącach walki wiedzieliśmy już, iż cel został osiągnięty. Widzieliśmy też, iż wreszcie czeka nas chwila odpoczynku po bardzo wymagającej rundzie. Utrzymanie zapewniliśmy sobie tydzień wcześniej po remisie 2:2 z Parczewem, dlatego na ostatni mecz pojechaliśmy już ze zdecydowanie większym spokojem. Być może choćby ze zbyt dużym luzem, bo presja wyniku nie była już tak duża jak wcześniej. Po zakończeniu ostatniego spotkania wszyscy spotkaliśmy się w klubie i w bardzo dobrej atmosferze podsumowaliśmy cały sezon. Był czas na rozmowy i podziękowania dla drużyny.Dochodzą do nas słuchy iż pan oraz klub nie spoczywacie na laurach. Chcecie rozwijać klub a dowodem tego jest powstająca akademia. Czym jest i skąd wziął się pomysł i czym dokładnie jest Akademia ŁKS Łazy? - Od początku zależało nam, aby myśleć nie tylko o pierwszej drużynie, ale również o przyszłości całego klubu. Akademia ŁKS Łazy ma być miejscem, w którym dzieci i młodzież będą mogły rozwijać swoje umiejętności piłkarskie pod okiem wykwalifikowanych trenerów. Chcemy stworzyć trwałe fundamenty, dzięki którym klub będzie mógł rozwijać się przez kolejne lata i wychowywać własnych zawodników. Mieliśmy świadomość, iż jeżeli nie zaczniemy budować tych fundamentów już teraz, to w przyszłości możemy znaleźć się w trudnej sytuacji. W sporcie nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Tym razem udało nam się uratować utrzymanie, ale gdyby kiedyś podobna sytuacja się powtórzyła i zakończyła inaczej, klub bez odpowiedniego zaplecza miałby znacznie trudniejsze zadanie. Dlatego chcemy zadbać o to, aby ŁKS Łazy miał solidne podstawy do funkcjonowania niezależnie od wyników pierwszej drużyny. Mnie osobiście bardzo zależy na tym, aby stworzyć w Łazach coś trwałego. Chciałbym, żeby kolejne pokolenia dzieci i młodzieży nie musiały zastanawiać się, czy będą miały gdzie trenować i rozwijać swoją pasję do piłki nożnej. To jest dla mnie równie ważne jak wyniki osiągane przez pierwszy zespół. Dużą pracę wykonuje również prezes, który aktywnie poszukuje sponsorów i osób chcących wspierać rozwój klubu. Odzew jest naprawdę spory, co pokazuje, iż wiele osób wierzy w ten projekt. Mam nadzieję, iż wspólnie uda nam się stworzyć silną lokalną społeczność skupioną wokół ŁKS-u Łazy. Oczywiście każdy klub powinien mieć swoje ambicje. Marzeniem byłoby, aby w przyszłości powalczyć o awans do IV ligi, ale żeby myśleć o takich celach, najpierw trzeba zbudować mocne fundamenty. Właśnie temu ma służyć Akademia ŁKS Łazy. Moje ambicje jako trenera również są duże i chciałbym wspólnie z tym klubem stworzyć coś, z czego za kilka lat wszyscy będziemy mogli być dumni.
Idź do oryginalnego materiału