Emocje kipiały na ławkach rezerwowych Górnika II Zabrze i Unii Turza Śląska. Byli reprezentanci Polski rzucili się sobie do gardeł. "Powinien jako ochroniarz obstawiać ten mecz"

roosevelta81.pl 11 godzin temu
Zdjęcie: Pawełek_Gancarczyk


Finałowy mecz POLTENT Pucharu Polski pomiędzy Unią Turza Śląska a Górnikiem II Zabrze przyniósł furę emocji. Jedenaście bramek, zwroty akcji, sędziowskie pomyłki i... dwie czerwone kartki dla duetu byłych reprezentantów Polski, którzy w końcówce spotkania skoczyli do siebie jak dwa koguty.

Każdy, kto we wtorkowy wieczór udał się do Turzy Śląskiej na finał POLTENT Pucharu Polski nie mógł żałować swojej decyzji. Mecz był widowiskiem najwyższej klasy. Być może pod względem taktycznym nie mógł zadowalać żadnego z trenerów - bo nikogo nie może satysfakcjonować wynik 6:5 - ale jeżeli chodzi o zaangażowanie, walkę, widowiskowość spotkania dla kibiców - na murawie boiska przy Bogumińskiej było wszystko.

Szala zwycięstwa przechylała się raz w jedną, raz w drugą stronę. Górnik II Zabrze prowadził już 3:0, by po kilkudziesięciu minutach przegrywać 3:4. Po chwili Zabrzanie doprowadzili do remisu i... stracili piątą bramkę. To jednak do Trójkolorowych należała końcówka spotkania. Podopieczni trenera Seweryna Gancarczyka strzelili w ostatnich dziesięciu minutach dwie bramki i nie wypuścili już prowadzenia z rąk do końcowego gwizdka sędziego.

W doliczonym czasie gry przy ławkach rezerwowych obu drużyn młody napastnik rezerw Górnika Mateusz Posmyk z dużym impetem zderzył się głowami ze spóźnionym z interwencją obrońcą Unii Erykiem Pielą. Obaj zawodnicy jak rażeni piorunem padli na murawę, a ławki rezerwowych wyskoczyły do podbiegającego do leżących piłkarzy arbitra. - Czerwona kartka - krzyczał w kierunku sędziego trener Gancarczyk, domagając się wykluczenia defensora gospodarzy. W tym samym czasie w kierunku szkoleniowca Trójkolorowych ruszył Mariusz Pawełek, były bramkarz m.in. Odry Wodzisław Śląski i Wisły Kraków, pełniący funkcję dyrektora sportowego w klubie z Turzy Śląskiej.

Dwaj byli reprezentanci Polski - cztery mecze w biało-czerwonych barwach Pawełka oraz siedem występów z orzełkiem na piersi Gancarczyka - wdali się słowną przepychankę, a przed rękoczynami ustrzegli ich członkowie sztabu obu drużyn i trójka sędziowska. Ostatecznie sędzia nie miał litości dla dwóch byłych zawodników i zarówno Pawełka, jak i Gancarczyka ukarał czerwonymi kartkami.

Po zakończeniu spotkania Mateusz Posmyk został zabrany karetką pogotowia na szczegółowe badania do szpitala. Piłkarz narzekał na silny ból głowy. Mamy nadzieję, iż skończy się tylko na tym.

Jak sytuację z 94 minuty oceniają główni bohaterowie? - Nie wiem, trzeba byłoby się Mariusza Pawełka zapytać, bo naprawdę nie wiem o co mu chodziło. Może gdzieś tam go ten mecz przerósł, było dużo emocji. Ruszył do mnie z rękami, w sytuacji gdzie dwaj zawodnicy zderzyli się głowami. Rozumiem emocje, ja też nie jestem jakimś wybitnie spokojnym człowiekiem, ale nie można przekraczać pewnych granic. Było to słabe zachowanie i myślę, iż emocje tutaj dominowały, bo jak widać po wyniku, tych było naprawdę dużo - mówi w rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl trener Gancarczyk.

Proszony o komentarz dyrektor sportowy Unii marginalizował znaczenie tego zdarzenia. - Nie chcę tego komentować. Ludzie widzieli jak było. Na pewno była jakaś prowokacja. Każdy chroni swoją drużynę. Piłka była stykowa, to nie była żadna czerwona kartka - jak domagał się trener Gancarczyk. Żółta kartka byłaby adekwatną karą. To było w ferworze walki o piłkę i dlatego ja też wystartowałem. Nie chciałem żadnego starcia. Powiedziałem: "Gancar, jaka czerwona?!".To co było potem, to są emocje. Szkoda, iż tak się to zakończyło, ale taka jest piłka - przekonuje na łamach naszego serwisu Pawełek.

Z ławki rezerwowych Górnika II Zabrze starcie widział kierownik naszego zespołu Marek Majka. - Sytuacja była nie za wesoła. Nie mówię, iż był to faul z premedytacją, ale faktem jest, iż nasz zawodnik został trafiony w głowę. Nasz trener zareagował impulsywnie, krzyczał do sędziego, ale pan Pawełek chyba rozminął się z rolą. Powinien jako ochroniarz obstawiać ten mecz, bo na ławce trochę umiaru trzeba zachować - ocenia dla Roosevelta81.pl czterokrotny mistrz Polski z klubem z Roosevelta.

Bohaterowie zdarzenia zostali przez sędziego odesłani do szatni, a idąc przez boisko nie stronili pod swoim adresem ostrych słów. Ostatecznie jednak tylko na tym się skończyło. Dyrektor Pawełek udał się do szatni w asyście jednego z członków sztabu turzańskiej drużyny, a trener Gancarczyk obejrzał końcówkę meczu ze schodów prowadzących na murawę, by kilkadziesiąt sekund później cieszyć się z drużyną ze zdobycia POLTENT Pucharu Polski.

Starcie dwóch byłych reprezentantów Polski uchwyciła kamera serwisu Swojska Piłka. Relacja DOSTĘPNA TUTAJ (od 02:03:40).

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału