Dzieje Pułtuskiego Kolarstwa Spotkanie z dr. Krzysztofem Wiśniewskim - historykiem, prezesem Pułtuskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego

pultusk24.pl 1 godzina temu
Rowerzysta miał obowiązek zejść z roweru i ukryć się przed wzrokiem konia...! To nie jest żart! To realia pułtuskiego ruchu rowerowego sprzed ponad stu lat. Pułtuska Gazeta Powiatowa wraz z dr. Krzysztofem Wiśniewskim właśnie rozpoczyna genialny, trzyczęściowy cykl „Dzieje Pułtuskiego Kolarstwa”, który stanowi oficjalną intelektualną rozgrzewkę przed nadchodzącym Rajdem do Bram Mazur. Posłuchajcie opowieści doktora Krzysztofa Wiśniewskiego o pułtuskich cyklistach na początku XX wieku.

Koło, kołowiec, samojezd, welocyped... Kto sprowadził rower do Pułtuska

Dokładnie nie wiadomo, kto i kiedy sprowadził do Pułtuska pierwszy pojazd poruszany siłą mięśni nóg, dzięki dwóch pedałów. Specjalnie tak mówię, gdyż nazwa tej machiny na początku XX wieku nie była jeszcze do końca ustalona. Nazywano ją po prostu kołem, kołowcem, czasem choćby samochodem, samojezdem, chociaż chyba najbardziej popularną nazwą był welocyped.

Formą welocypedu, którą chyba każdy z nas zna z ilustracji, był bicykl - czyli welocyped z przednim kołem dużo większym, do piasty którego były przymocowane pedały.

Natomiast nazwa "rower" pochodzi od konstrukcji wymyślonej w 1885 roku przez małą angielską firmę. Konstrukcji, która stała się tak popularna, iż firma z czasem przejęła jej nazwę, czyli "rover" i dzisiaj jest nam bardziej znana, jako producent samochodów. Wymyślili oni napęd, w którym pedały znajdowały się pomiędzy dwoma, równej wielko
Idź do oryginalnego materiału