Dom Dziecka nr 10 w Łodzi pod lupą. Nadzór budowlany nigdy wcześniej go nie kontrolował

2 godzin temu

Przez kilkanaście lat nikt nie kontrolował domu dziecka?

Bohdan Wielanek, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, powiedział, iż po sprawdzeniu dokumentacji z ponad kilkunastu lat nie znalazł informacji o wcześniejszej kontroli Domu Dziecka nr 10.

Jak wyjaśniał, inspektorat ma pod opieką bardzo wiele obiektów. W Łodzi działa około 40 placówek opiekuńczo-wychowawczych, ale do tego dochodzi ponad 100 szkół podstawowych, około 250 przedszkoli i żłobków oraz inne budynki. Łącznie to około 500 obiektów.

- My nie mamy możliwości kadrowych na to, żeby ogarnąć wszystkie obiekty budowlane, w których przebywają dzieci, które wymagają opieki i pomocy. Dlatego też ustawodawca przewidział rozwiązanie polegające na tym, iż to właściciel obiektu budowlanego ma wykonać coroczne przeglądy i na podstawie ich wyników ma reagować, ma naprawiać, ma poprawiać, a o ile coś się złego dzieje, to po prostu ludzi wyprowadzić. W związku z tym my generalnie co do zasady dostajemy zgłoszenia interwencyjne i na tego rodzaju zgłoszenia reagujemy i działamy, ale sami z urzędu nie jesteśmy w stanie być wszędzie.

- tłumaczył Bohdan Wielanek.

Inspektorzy sprawdzili tylko parter

Fundacja Mały i Duży Człowiek złożyła wniosek do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego 2 listopada.

- Wynik ekspertyzy będzie najważniejszy dla nas. Będziemy potem w związku z tym podejmować dalsze kroki, jeżeli będą konieczne

- powiedziała Milena Domańska, prezeska fundacji.

Powiatowy Inspektorat zareagował niemal natychmiast. Inspektorzy pojawili się w placówce 3 listopada. Pierwsze oględziny były jednak bardzo krótkie i pobieżne. Udało się obejrzeć tylko pomieszczenia na parterze. Inspektorzy zebrali dokumentację dotyczącą przeglądów rocznych z poprzednich lat, ale nie zdążyli przeanalizować całej historii budynku ani przeprowadzonych w nim remontów.

Podczas tych wstępnych oględzin nie zauważyli oznak, które mogłyby wskazywać na konieczność wyłączenia budynku z użytkowania. Nie stwierdzili też widocznych oznak zagrożenia konstrukcji ani wykwitów, grzybów czy pleśni. Inspektor podkreślał jednak, iż to dopiero początek kontroli i na tym etapie nie można wyciągać ostatecznych wniosków.

Co jeszcze musi sprawdzić nadzór budowlany?

Przed inspektorami kolejne oględziny. Tym razem muszą wejść na poddasze i sprawdzić stropy oraz więźbę dachową. Jak podkreślił Wielanek, to, iż dzieci mieszkają na parterze, nie ma znaczenia. Kontrola obejmuje cały budynek, a nie tylko tę część, z której korzystają wychowankowie.

- Wejście na poddasze, sprawdzenie stropów i sprawdzenie więźby dachowej po pierwsze da nam kolejne informacje na temat konstrukcji tego budynku, a po drugie da nam informacje, czy ten budynek jest szczelny. Mogą się bowiem zdarzyć sytuacje takie, iż przy nieszczelnościach sprzed lat zostały one osuszone i załóżmy, budynek wygląda pięknie, ale mogłoby się okazać, iż nieszczelności sprzed lat zostały, delikatnie mówiąc, zamaskowane, natomiast powód tej narastającej wilgoci nie został wyeliminowany

- tłumaczył Bohdan Wielanek.

Inspektor nie wykluczył, iż konieczne będzie wykonanie specjalistycznej ekspertyzy. Nadzór budowlany sam takich badań nie przeprowadza. Może natomiast zobowiązać właściciela lub zarządcę budynku do zlecenia ich zewnętrznym specjalistom.

- Wyobraźmy sobie, iż mamy na przykład zniszczoną więźbę dachową. Czy ona już jest niebezpieczna dla konstrukcji, czy ona jeszcze jest w stanie kilkadziesiąt lat wytrzymać? Wyobraźmy sobie zniszczoną albo zawilgoconą starą cegłę, która dzisiaj prawie jest sucha, ale mogłaby na przykład mieć jakieś oznaki starości. Tego się z dnia na dzień nie zrobi, to trzeba poddać specjalistycznym badaniom

- wyjaśniał inspektor.

„Łódź stała się symbolem niewidzialności dzieci”

Fundacja Mały i Duży Człowiek od dawna wspierała Dom Dziecka nr 10. Dostarczała podopiecznym dary, wyremontowała kuchnię i finansowała wsparcie psychologiczne. Teraz jednak, jak twierdzi Milena Domańska, przedstawiciele organizacji nie są już wpuszczani do placówki.

Stało się to po opublikowaniu przez prezeskę fundacji w mediach społecznościowych zdjęcia zestawiającego budynek Urzędu Miasta Łodzi z Domem Dziecka nr 10 przy ul. Nawrot. Domańska opatrzyła je krytycznym komentarzem, pytając, który z budynków jest wizytówką miasta.

- Teraz niestety nie jesteśmy wpuszczani do placówki, co jest bardzo przykre, ponieważ zrobiliśmy tam bardzo wiele. Zrobiliśmy remont kuchni, dostarczyliśmy mnóstwo darów, finansowaliśmy wsparcie psychologiczne dla dzieci. Dzisiaj tam wejść nie mogę, także nie mogę stwierdzić, jaki ten stan jest w ostatnich tygodniach

- powiedziała i dodała:

- Łódź stała się dzisiaj symbolem niewidzialności dzieci z pieczy zastępczej. Są tak bardzo niewidoczne i niezauważane, iż choćby budynek, który wygląda jak pustostan, nie budzi podejrzeń nikogo z urzędników, nikogo z pracowników socjalnych czy instytucji odpowiedzialnych bezpośrednio za pieczę zastępczą

- zarzucała Milena Domańska.

Prezeska fundacji nie kryła również, iż nie przekonują jej wyjaśnienia przedstawiane przez dyrektora Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej podczas konferencji zorganizowanej kilka dni wcześniej przez Urząd Miasta Łodzi. Jak mówiła, o konieczności przeprowadzki dzieci słyszała już pięć lat temu. Od tamtej pory sytuacja jednak się nie zmieniła.

- Chcemy przeniesienia wychowanków do miejsca godnego przebywania dzieci, które los doświadczył już wystarczająco mocno. Liczymy na dogłębną kontrolę insteptoratu, bo mamy podejrzenie, iż ten budynek po prostu zagraża bezpieczeństwu dzieci. Pomijając fakt, jak bardzo wpływa na ich zdrowie psychiczne i na to, iż rówieśnicy ze szkoły widzą, do jakiego budynku wchodzą na co dzień

- mówiła Domańska.

Prezeska fundacji ostro oceniła również reakcję miasta na doniesienia medialne. Jej zdaniem zamiast sprawdzić sytuację i podjąć działania na rzecz poprawy warunków dzieci, magistrat skupił się na atakowaniu innych.

- jeżeli odpowiedzialna osoba za placówkę dostaje informację, iż coś dzieje się źle, to ja tam jadę, sprawdzam i próbuję zrobić wszystko, żeby dzieci miały lepsze warunki. Natomiast reakcja była odwrotna zupełnie, czyli raczej atak na wszystkich dookoła niż realne działania

- mówiła Domańska.

Dodała również, iż Łódź ma narzędzia, by zadbać o dzieci przebywające w pieczy zastępczej. Wskazała między innymi na stanowisko Rzecznika ds. Dzieci i Młodzieży.

- Miasto Łódź posiada również stanowisko Rzecznika ds. Dzieci i Młodzieży i istnieje taka osoba, która bezpośrednio, w moim przekonaniu, powinna odpowiadać za dobry stan dzieci. Także tu są wszystkie narzędzia. Zabrakło dobrej woli, zabrakło chęci. Kończy się to tym, iż dzieci mieszkają w czymś, co wygląda jak pustostan

- mówiła.

Inspektor wskazuje na konieczność dalszych badań

Podczas konferencji wrócił również temat wilgoci, grzyba i pleśni. Inspektor przyznał, iż krótkie oględziny nie pozwalają wykluczyć wszystkich takich zagrożeń.

- Po pierwsze, grzyba można w cudzysłowie zamalować na szybko. Po drugie, o ile byłby jakiś element tego rodzaju w ścianie, można położyć płytę gipsową i to skryć. Natomiast, tak jak powiedziałem wcześniej, czynności przez kilka godzin nie dają nam możliwości, żeby tego rodzaju zagrożenie wykryć

- mówił Bohdan Wielanek.

Zaznaczył, iż wykrywanie grzybów i pleśni oraz ocena ich wpływu na zdrowie należą do kompetencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Aby rzetelnie zbadać stan budynku, może być konieczne przeanalizowanie wcześniejszych remontów, a choćby demontaż części zabudowy.

- Żeby jeszcze rzetelnie do tego podejść, tak naprawdę trzeba by zdemontować płyty sufitowe, zdemontować płyty ścienne. Tylko teraz, żeby to wszystko zrobić, trzeba by wyprowadzić dzieci i tak naprawdę jesteśmy w tym samym miejscu

- podkreślił inspektor.

https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/to-nie-pustostan-tu-mieszkaja-dzieci-zdjecia-lodzkiego-domu-dziecka-wywolaly-burze-miasto-sie-tlumaczy/U4BIzHSgBzQ3LBK3M760
Idź do oryginalnego materiału