De-elektyfikacja Europy

myslpolska.info 3 godzin temu

W degradacji Unii Europejskiej szczególne miejsce zajmuje energia. Ale jednym z najbardziej zadziwiających trendów jest spadające zużycie energii elektrycznej. Do tego antycywilizacyjnego trendu dołączyła Polska.

Dwa lata temu pisałem o narzuconej Europie przez Brukselę anoreksji energetycznej (https://myslpolska.info/2023/08/25/szczesniak-anoreksja-energetyczna/, zmuszającej do drastycznej redukcji zużycia energii. Jak wtedy pisałem, scenariusz ten pogorszy pozycję Europy w świecie. Zaciskanie energetycznego pasa to głodzenie gospodarki, a nie stymulator rozwoju, jak obiecuje oficjalna narracja klimatyczna.

Jednak gdy pochyliłem się nad europejskimi statystykami, lekko podniosły mi się brwi ze zdziwienia. Wydawało mi się bowiem w naiwności mojej, iż jeden rodzaj energii jest z tej głodówki wykluczony. Elektryczność. Ta najnowocześniejsza forma energii, ku której zwraca się cała strategia transformacji energetycznej. Przecież według wszelkich scenariuszy zużycie elektryczności miało ROSNĄĆ! A w Unii Europejskiej i w Polsce – SPADA! Co jest, do diaska?

W latach 90-tych ubiegłego i jeszcze na początku XXI wieku Unia Europejska zwiększała zużycie energii elektrycznej, roczny wzrost był przyzwoity i wynosił 1,5%. Jednak po globalnym kryzysie finansowym 2008 roku (uwaga: ta data się powtarza jako początek wielu negatywnych zjawisk europejskich) zaczął się odczuwalny trend spadkowy. Wtedy też zaczęła się unijna polityka klimatyczna, dusząca potrzeby energetyczne. Zaczęło się od słynnego programu „3 razy 20” z 2007 roku, wprowadzającego redukcję zużycia energii pod hasłem „efektywności”. A potem już.. poszły konie po betonie…

Obciążanie energii kosztami nowych źródeł OZE, nakładanie opłat i podatków klimatycznych, narzucanie wyśrubowanych norm, a choćby zakazu użytkowania (węgiel czy samochody spalinowe) przyniosło efekty. Jak się okazało – opłakane. Unia potrzebowała coraz mniej prądu, ale gdy początkowo roczne zużycie spadało o 0,6%, to zarówno w 2022, jak i w 2023 roku, spadek pogłębił się do trzech procent rocznie. Ograniczamy więc nasze potrzeby i standardy życia, ale mamy też znacznie poważniejszy problem – emigrację przemysłu ciężkiego, którą ukrywa się pod hasłem „zmian strukturalnych”.

To właśnie recesja przemysłowa jest główną przyczyną de-elektryfikacji, odpowiadając za największą część redukcji potrzeb naszego kontynentu. Ale przecież przemysł miał właśnie zwiększać zużycie prądu, przecież elektryfikacja przemysłu ciężkiego to fundamentalne hasło transformacji energetycznej. Po 1990 roku przemysł europejski oszczędzał surowce energetyczne, szczególnie węgiel, zmniejszając ich zużycie. Jednak zapotrzebowanie na energię elektryczną jeszcze rosło, i to znacząco. Gdy zacisnęła się pętla programu klimatycznego Brukseli, rozpoczęła się przemysłowa redukcja zapotrzebowania, które spadło poniżej poziomu sprzed 30 lat.

Powód widać jak na dłoni, wystarczy porównać dzisiejszą wielkość produkcji z przedkryzysowym 2007 rokiem. O ile przemysł Chin przez ostatnie 18 lat urósł o 275%, Indii o 94%, a Rosji o 46%, o tyle kraje Europy znacząco zmniejszyły swoje wolumeny produkcji – Włochy o 23%, Francja o 13%, Niemcy i Wielka Brytania – o 9%. W tym czasie Stany Zjednoczone zachowały swój poziom produkcji przemysłowej, na dodatek przestawiając moce na branże o zaawansowanych technologiach (https://myslpolska.info/2025/03/30/szczesniak-europa-zapozniona/

Polska do 2018 roku rozwijała swoje potrzeby elektroenergetyczne, ale później trend się odwrócił i zużywamy tej energii coraz mniej – w ubiegłym roku cofnęliśmy się do poziomu sprzed ośmiu lat. A w pierwszym półroczu zapotrzebowanie poważnie spadło. A przecież scenariusze klimatyczne zapowiadały powszechną elektryfikację, miała ją zasilać „nowa energia” – pompy ciepła, samochody elektryczne… Mamy ponad 700 tysięcy pomp ciepła, prawie 200 tysięcy samochodów EV. To powinno dodać od tamtego czasu co najmniej 1,5% wzrostu zużycia energii… I co? Zapotrzebowanie na energię właśnie o tyle spadło i wciąż leci w dół?

O tych negatywnych trendach w oficjalnych dokumentach cisza jak makiem zasiał. Pomija się je w opracowaniach, nie ilustruje wykresami, nie popularyzuje, nagłaśniając jedynie ekspansję źródeł odnawialnych. Ale my będziemy śledzić ten temat, zbyt poważny, by go zamilczeć.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr 35-36 (31.08-7.09.2025)

Idź do oryginalnego materiału