Cykliczność przez sport zaburzona…

wschodni24.pl 2 godzin temu

Ech, miał być felietonik w poprzednią niedzielę, ale to emocjom sportowym się
oddawszy, gdzieś tekst przygotowany w atmosferze utknąć raczył, znaczy się w
chmurze bardziej… Lubi człowiek ten sport… sport, tak w ogólnym znaczeniu. To
zerknie sobie na skoki narciarskie, to i olimpiadę zimową się obejrzy… i slalom, i
łyżwiarstwo szybkie i to figurowe także, i bobsleje, i saneczkarstwo, i zjazd… Teraz to
tego speedwaya śledzę w miarę bacznie, a iż weekend ten przyniósł także mecz
piłkarzy i siatkarski finał lubelskich klubów, to tak pilotem władając co raz między
meczami dwoma, kanały przełączałem. Relaks, można by powiedzieć, mimo jakiegoś
podenerwowania wewnętrznego tym zmaganiom sportowym towarzyszącego. Bo to
przecie, w ekran patrząc, troskom doczesnym do kłębienia się w głowie nakaz
uciszenia się dałem, a jednocześnie kciuki ściskając zaniepokojenie, z tych
pozytywnych bardziej, jakieś wewnątrz panowało, co do wyniku „naszych”
oczywiście. Trzecie sportowe wydarzenie z udziałem „naszych” tego dnia, na oczy
własne oglądać było dane. Troski codzienne odeszły tu w niepamięć całkowicie.
Może to z racji hałasu maszyn bez hamulców, po owalu toru pędzących, może pyłu
wszechobecnego, przez maszyny owe i ich jeźdźców w górę podbijane na okrągło
wręcz… A może po prostu przez sport…, tak w ogólnym tego słowa znaczeniu…
No lubię w tych sportowych emocjach rozkoszować się trochę. Ktoś fajnie ten sport
wymyślił, iż to przez rok cały można kibicować, a to piłkarzom, a to siatkarzom, a to
narciarzom…zawsze komuś, zawsze coś. A i cykliczność tychże wydarzeń lubię, co
to jej zabrakło w tym pisaniu moim ostatnio. Bo lubię tak raz na cztery lata
mundialowe mecze niemal wszystkie obejrzeć i te Europy Mistrzostwa podobnie.
Siadam też przed telewizyjny ekran śledząc igrzysk olimpijskich zmagania tych
zimowych i tych letnich także, choć osobiście nie znam się zbytnio na tych
dyscyplinach wszelakich – ale kibicuję mimo tego braku wiedzy szczegółowej. I
wysiłek sportowców od dzieciństwa w sport wkładany, też doceniam. Bo to w ciszy
sali na treningach codziennych godziny długie spędzając, do formy idealnej wciąż
dążąc, pojawiają się wreszcie na ekranie przeze mnie oglądanym z pozycji kanapy
wygodnej.

Fajny w sumie ten sport, bo i euforia daje ludziom, i zapomnienie, i uśmiech, i
wzruszenie, i rozmów tematem poniedziałkowym w pracy jest, no chyba, iż to w
tygodniu jest jakiś mecz. Dlatego kibicuję, choćby i z kanapy, wybierając sport
bardziej niż polityczne o nim debaty….

Idź do oryginalnego materiału