Po 13 latach Magdalena Szczygieł-Smaga zakończyła pracę na stanowisku dyrektora Limanowskiego Domu Kultury. Zapraszamy do przeczytania wywiadu podsumowującego ten intensywny okres.
Jak spędziła Pani ostatni dzień w pracy? Na pewno był on pełen wzruszeń i podsumowań.
Ostatnie dni były bardzo intensywne – byłam wzruszona wieloma słowami uznania i szacunku, kwiatami od zespołów i pracowników, było też trochę łez. Pomyślałam sobie wtedy, iż coś jednak zrobiłam dobrze. Teraz jednak ten wspólny etap należy zakończyć i iść dalej – LDK swoją drogą, a ja swoją drogą zawodową.
Co w okresie pełnienia funkcji dyrektora było dla Pani największym wyzwaniem? Co przyniosło największą satysfakcję?
Wyzwania same się sypały jak z rękawa – bo na przykład przeprowadzka do Łososiny i kino w remizie w trakcie remontu LDK? Profesjonalna scena w sali gimnastycznej w trakcie festiwalu Słaza? Potem COVID – piękna, nowa instytucja, ale najpierw byliśmy zamknięci jak wszystkie instytucje w trakcie pandemii, a potem wszyscy do nas wolno wracali, zanim poczuli się bezpiecznie poza domem, w grupie ludzi. Za to w tydzień zrobiliśmy punkt szczepień – tutaj ukłony w stronę Wiesława Wojcieszaka, kierownika ds. administracji – nie wiem jak on to zrobił, ale w tydzień powstał punkt szczepień z 9 stanowiskami i pełnym, profesjonalnym zapleczem medycznym. W sumie jak patrzę na to wszystko wstecz to sobie myślę, iż my to jednak mieliśmy zacięcie i pomysły jako zespół. Jak się nie dało tak, to robiliśmy inaczej, aż wychodziło i zasadniczo to potem byliśmy już mistrzami improwizacji w momentach chaosu. Pozdrowienia dla Asi Dębskiej, Ani Wojtas, Asi Ligas i Kingi Lewandowskiej, Zosi Ślęzak, Karoliny Górskiej, Joli Piórkowskiej – one wiedzą dlaczego.
Satysfakcja? Z wielu rzeczy. Z liczby dzieci na Triadzie, iż takie było piękne światło i nagłośnienie na naszym koncercie (Jurku, Piotrku, Wojtku!), iż tylu artystów na Słazie!, iż dostaliśmy kolejne dofinansowanie (Aniu Wojtas!) i iż zespół ma pomysły i iż mu się chciało i iż je realizował chociaż na początku różnie bywało zanim się formuła przyjęła, to napierali do przodu i działali i potem wychodziły i wychodzą z tego wspaniałe perełki kulturalne. Pomysłów zresztą zawsze było dużo, ograniczała nas tylko fantazja i pieniądze – wiadomo. Pieniądze mocną ręką zawsze trzymała Anetka Miśkowiec, główna księgowa LDK. Ze stoickim spokojem informowała mnie, iż super i fajnie, ale wpływy z biletów muszą się zamknąć na tym poziomie, a nie innym, bo nie dopniemy planu i schodziłam troszkę na ziemię.
W czasie Pani pracy Limanowski Dom Kultury przeszedł modernizację. Czy czuje Pani dumę z efektów? Czy jest to przestrzeń dla artystów i publiczności, o jakiej Pani marzyła?
Tak, to jest przestrzeń, która miała powstać. Władysław Bieda były burmistrz Limanowej, którego niezwykle cenię jako człowieka i samorządowca, przebudował obiekt, a adekwatnie wybudował od początku. Wtedy porównywał to do takiego wysiłku finansowego jakby Kraków zbudował trzy Tauron Areny i to adekwatne porównanie. Obiekt jednak nie miał pełnego wyposażenia. Od 2020 roku zaczęliśmy go doposażać. Bardzo chciałam mieć dwie sale kinowe, bo wiedziałam, iż dzięki temu będziemy mogli lepiej zarządzać repertuarem i mieć więcej premier dla mieszkańców, którzy już nie muszą na nie czekać pod dwa tygodnie, bo wiele premier kino KLAPS gra dokładnie w ten dzień w który grają inne kina w Polsce. Ze środków z PISF kupiliśmy dwa projektory kinowe, ekrany oraz nagłośnienie kinowe na salę widowiskową. (Nad całością zmiany technicznej czuwał Zbyszek Twaróg przy pomocy – Bartka, Mateusza, Jadzi). Potem trzeba było kupić całe sceniczne nagłośnienie i oświetlenie sali widowiskowej – jeszcze tam można sporo dowiesić bo jest 6 mostów oświetleniowych – ale to już teraz jest profesjonalne oświetlenie riderowe. Po drodze kupiliśmy pianina elektroniczne, fortepian koncertowy Yamaha, nowe mikrofony itd., podesty dla chórów, instrumenty itd Scena jest dzisiaj gotowa do produkcji wydarzeń. Dzięki cyfryzacji domu kultury – obiekt jest przystosowany sprzętowo do transmisji online, prezentacji oraz konferencji nie tylko z obu sal kinowych, ale też z pracowni warsztatowych – wszędzie wiszą nowe ekrany, kamery konferencyjne śledzące prelegenta, kamery do nagrywania i transmisji online, zestawy nagłośnieniowe itp. Dzisiaj LDK może robić transmisje online samodzielnie co widzicie Państwo na przykład w trakcie festiwalu SŁAZA.
W Limanowskim Domu Kultury prężnie działają zespoły i grupy artystyczne. Niektóre powstały dzięki Pani inicjatywie. Jak będzie Pani wspominać współpracę z tymi artystami? Czy ma Pani jakieś szczególne wspomnienia z prób, spotkań, występów?
Za tak zwanych moich czasów powstały trzy nowe zespoły – Limanowska Orkiestra Kameralna, która w tym roku ma 10 lat, chór „Limanovum”, który ma 5 lat oraz kilka lat ma grupa dziecięca zespołu „Limanowianie”. Chciałam wprowadzić nowe formy muzyczne inne niż orkiestra dęta oraz granie i śpiewanie ludowe. Chciałam również kształcić kolejne pokolenie dla zespołu „Limanowianie” – bo to zespół, który działa prawie 60 lat, zatem ludzie odchodzą i przychodzą i gdzieś ta pałeczka musi być przekazywana. Udało nam się zarobić na tyle dużo środków własnych, iż mogłam zatrudnić instruktorów, kierowników artystycznych, choreografów, dyrygentów – zakupić nowe stroje i akcesoria do pracy i występów zespołów. Mam nadzieję, iż przez cały czas będzie to kontynuowane. Tutaj muszę wspomnieć Jacka Smagę, Iwonę Gawlak, Krystiana Jaworza, Ivana Vrublewskiego, Krzysztofa Młynarczyka, Krzysia Madziara, Gienka Szubryta – teraz zespoły pod swoją opieką ma jeszcze przez chwilkę – Agnieszka Skotniczna, wspaniały fachowiec – o której osiągnięciach w dziedzinie kultury mogłabym napisać ze dwie książki. Stabilne zespoły działają po wiele lat, jednak zachodzą zmiany pokoleniowe – raz jest lepiej raz gorzej, zmieniają się czasy – bo ostatnio oczywiście zaszyliśmy się z telefonami w domach i trudniej jest przyjechać dwa razy w tygodniu na próby, zatem najwięcej rozmów z instruktorami zawsze miałam o tym jak animować ludzi, jak zachęcać członków zespołów do pracy, do regularnej obecności na próbach. Co roku miałam coraz większy budżet na szkolenia, wyjazdy, nagrania płyt – aczkolwiek wiadomo, ambicje zawsze były większe. Wszystkich instruktorów, którzy są i którzy odeszli, wspominam niezwykle ciepło. Miałam przyjemność pracować z fachowcami dzięki temu moją rolą było zabezpieczenie środków i infrastruktury do działania, a ich rolą było i jest wykonywanie roboty na której się znają jak najlepiej. Menedżer kultury nie musi być dyrygentem, żeby zarządzać orkiestrą symfoniczną – ludzie to często mylą.
Jedną z ważniejszych płaszczyzn działań była promocja kultury regionu. Limanowska Słaza to w tej chwili ogromne wydarzenie. Jak udało się wypracować tak wysoki poziom organizacji, który jest doceniony również w kraju?
Kiedy w 2013 roku organizowałam pierwszą Słazę jako młoda dyrektorka, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak festiwal wygląda od środka. Kultura ludowa wtedy dopiero zaczynała przeżywać swój renesans, tworzyły się grupy dziecięce i nowe zespoły dorosłe – noszenie stroju ludowego przestało być „obciachowe”- a zaczynało być powodem do dumy. Na fali tego wszystkiego postanowiłam, iż od 2014 roku wszystkie Słazy transmitujemy na żywo online – wyciągnęło to Słazę z sali widowiskowej i pokazało ją szeroko w regionie i w Polsce. Jednocześnie od 2014 roku rozpoczęliśmy intensywną współpracę z Ministerstwem Kultury – dzięki temu od ponad 10 lat Słaza ma regularne dofinansowanie, ale przez to również zaczęła być bardziej rozpoznawalna w świecie kultury i ekspertów. Do tego powstało logo Słazy – powstały filmy, programy na 40-lecie i 50-lecie festiwalu, do tego kooperacja z MCK Sokół z ekspertami, etnografami, choreografami – pozdrowienia dla Benedykta Kafla, Michaliny Wojtas, Lidii Czechowskiej, dr Artura Czesaka, dr Bożeny Lewandowskiej, Jadzi Adamczyk , dyrektora Antoniego Malczaka, Mariana Wójtowicza i wielu innych cudownych ludzi, którzy nauczyli mnie wszystkiego o kulturze ludowej – tego jak zrobić, żeby było jeszcze lepiej, jak animować ruch ludowy w regionie, żeby Słaza rosła w siłę. Ale Słaza od zawsze była fenomenem, od czasów pierwszego dyrektora LDK – Jerzego Obrzuta – nigdzie nie tańczą na korytarzach po występach tylko na tym festiwalu – nie pakują się i nie wsiadają do autokarów, tylko na korytarzach trwa zabawa – łączą się kapele z różnych zespołów, tancerze, goście – niespotykany klimat. Wszystkie te konsekwentne działania przez ostatnią dekadę znacząco wpłynęły na rozwój folkloru w regionie oraz na promocję samego regionu. Przykładem tego działania jest uzyskanie wpisu festiwalu SŁAZA na listę dobrych praktyk Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Ten wpis to prestiż w świecie kultury, promocja Limanowej i regionu w Polsce i zagranicą.
Na limanowskiej scenie wystąpiło wielu artystów krajowych i zagranicznych. Czy kooperacja z gwiazdami była trudna, czy raczej pozostały same miłe wspomnienia?
Artyści rządzą się swoimi prawami i ja zawsze mówię, iż kooperacja z nimi to praca wysokiego ryzyka, ale z większością artystów czy to na scenie LDK czy na przykład tych, którzy występowali na scenie Dni Limanowej pracowało nam się dobrze, zresztą zawsze zespół przygotowywał wszystko na tip – top i w świecie artystycznym wiadomo, iż jak się przyjeżdża do LDK to wszystko będzie, jak należy i organizacyjnie, i sprzętowo i promocyjnie. Agencje i artyści o tym doskonale wiedzą. Teraz, jak się pakowałam, to zobaczyłam notatki z 2018 roku, iż chce zaprosić śp. Stanisława Sojkę – udało mi się to dopiero w 2025 roku, ale zdążyłam. Zresztą przy starej sali dowieszenie sprzętu typu oświetlenie i nagłośnienie, żeby spełniały zapotrzebowanie techniczne gwiazdy było bardzo kosztowne – teraz to wszystko już jest – więc nagle cena koncertu i w rezultacie cena biletu dla mieszkańca spada znacznie. Teraz można zaprosić kogo się chce – obiekt jest przystosowany na każdego artystę.
Która z nagród dla Limanowskiego Domu Kultury ma dla Pani szczególne znaczenie?
Oskara Kolberga. To nie jest nagroda dla mnie, ale dla instytucji. Najwyższe odznaczenie w dziedzinie kultury ludowej w Polsce. Jednak powiedzmy, iż moje 13 lat jakoś się w te 50 lat wpisało, bo Słaza to nie tylko jedyne działanie dla kultury ludowej, za które dostaliśmy tę nagrodę, to też badania etnograficzne, liczne projekty zewnętrzne, które realizowaliśmy w zakresie kultury ludowej ze środków od Narodowego Centrum Kultury, Ministerstwa Kultury oraz chociażby INTERREG.
Jak układała się Pani kooperacja z obecnymi władzami miasta? Jak ocenia Pani zmiany w Limanowej w kontekście konkursu na stanowisko dyrektora LDK? Czy uważa Pani, iż polityka ma wpływ na kulturę?
Polityka miała i będzie miała wpływ na kulturę nie tylko na szczeblu powiatowym, ale też na ogólnopolskim, pytanie brzmi, jak bardzo na ten wpływ sobie pozwalamy i to nie chodzi o bunt wobec organizatora, ale o umiejętne łączenie wszystkich światów. Do centrum kultury przychodzą ludzie różnych orientacji politycznych, wyznań religijnych, poglądów itp. i to miejsce ma łączyć wszystkich i każdy powinien się w tym miejscu czuć dobrze. Gdybym była burmistrzem to dla dobra kultury nie wymieniłabym kadry i zespołu ze względów politycznych, jeżeli coś działało świetnie i jednostka miała sukcesy to po co zmiana? Taki model pracy buduje się latami, a niszczy bardzo łatwo dlatego nigdy nie zrozumiem takich działań, a już na pewno nie prowadzonych w taki mało transparentny sposób, jak ostatni konkurs na dyrektora LDK. Jestem prawnikiem z wykształcenia i takie działania, jak w trakcie tego konkursu budzą mój stanowczy, wewnętrzny sprzeciw. Jednak z drugiej strony nie ma ludzi niezastąpionych i zmiany są potrzebne – trochę zasiedziałam się w LDK zwykle pracowałam dla firmy po 5-6 lat. Zmiana zrobi dobrze nie tylko zespołowi – ale i mnie. Jednak z merytorycznego i prawnego punktu widzenia wszystko to było bardzo mało profesjonalne, oględnie mówiąc.
Po 13 latach pozostawia Pani w LDK cząstkę siebie. Czego życzy Pani pracownikom, artystom i widzom?
Zawsze chciałam zbudować w Limanowej instytucję kultury, która byłaby nie gorsza od, nowoczesnych instytucji z dużych miast. Proszę tego nie zrozumieć źle, ja jestem z prowincji z urodzenia i mieszkam teraz na wsi i jestem z tego dumna – ale miałam możliwość korzystania z kultury i pracy z kulturą przez lata w dużych miastach i za granicą – i muszę powiedzieć, iż teraz LDK nie różni się wcale – wprost przeciwnie, każdy artysta z Polski i zagranicy, który odwiedzał nas ostatnio był pozytywnie zaskoczony, iż w takim małym mieście jest taka jednostka kultury i tak profesjonalnie pracuje – i życzę sobie, żeby to się nie zmieniło i żeby oferta kulturalna też była coraz lepsza. Zawsze można zrobić coś lepiej!

fot. Limanowski Dom Kultury





![Piszczacki Jarmark Wielkanocny za nami [ZDJĘCIA]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/xga-4x3-piszczacki-jarmark-wielkanocny-za-nami-zdjecia-1775122660.jpg)









