Brak słów. Widzew przegrywa w Radomiu. Kompromitacja RTS-u

2 godzin temu

Pod wodzą Aleksandara Vukovicia Widzew jeszcze nie przegrał. W ostatnim spotkaniu wygrał z Termalicą 1:0. Po przedłużenie tej dobrej serii Łodzianie pojechali do Radomia na mecz z jednym z najsłabszych zespołów w ostatnich tygodniach, Radomiakiem. RTS miał szansę po tym meczu wydostać się ze strefy spadkowej. Warunkiem było zwycięstwo. W teorii wszystkie atuty były po stronie czerwono-biało-czerwonych. W praktyce jednak, to nasza Ekstraklasa. W niej wszystko jest możliwe.

Niestety, pierwsza połowa w wykonaniu Łodzian wyglądała fatalnie. Nie stworzyli tak naprawdę żadnego realnego zagrożenia. Gola zdobyli gospodarze, ale na szczęście sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Równie słabo wyglądała druga część gry. Podopiecznym "Vuko" praktycznie nic nie wychodziło, z kolei Radomiak rósł z minuty na minutę. I nagle niespodziewanie prowadzneie objęli gracze Widzewa! Stało się to po samobójczym golu Donisa, ale bardzo duży wkład w bramkę miał Sebastian Bergier.

https://twitter.com/i/status/2045505556136214872

Radomiak jeszcze ani razu nie wygrał meczu, w którym pierwszy tracił gola. W połączeniu z dobrze zgraną w ostatnich tygodniach defensywą Łodzian, wydawało się, iż to dla RTS-u idealny scenariusz. Niestety, wyrównanie Zielonym dał w 83. minucie Alves, który cudownym strzałem pokonał Drągowskiego. To jednak nie był koniec.

Decydujący cios gospodarze zadali w doliczonym czasie gry. Po rzucie wolnym bardzo blisko szesnastki Widzewa, piłka najpierw trafiła w mur, później w poprzeczkę, a wtedy do bramki dobił ją Luquinhas. Widzew przegrywał 1:2 i bardzo prawdopodobne, iż ta fatalna końcówka spuści drużynę do pierwszej ligi.

https://twitter.com/i/status/2045513823591805325

Widzew miał prowadzenie, miał kilka minut do końca. I znowu sie nie udało. Szkoda słów na to co zobaczyliśmy w Radomiu.

Idź do oryginalnego materiału