Arkadiusz Aleksander: Górnik to najbardziej pozytywne zaskoczenie całego sezonu

roosevelta81.pl 2 miesięcy temu
Zdjęcie: Aleksander


Arkadiusz Aleksander w swojej karierze dwukrotnie reprezentował barwy Arki Gdynia. w okresie 2003/04 przeniósł się do Górnika Zabrze, kolorów którego bronił przez 2,5 roku. Na Roosevelta dzisiejszy Przewodniczący Rady Nadzorczej Sandecji Nowy Sącz wraca z sentymentem i często dopinguje Trójkolorowych z trybun Areny Zabrze.

Dość często bywasz na stadionie przy Roosevelta. Ciągnie wilka do lasu?

- Tak, zgadza się. Regularnie bywam na meczach. Mój syn urodził się na Śląsku więc nie mam wyjścia, chodzimy razem (śmiech). Już mi zapowiedział, iż też zagra kiedyś dla Górnika.

Jak się czujesz na trybunach Areny Zabrze?

- Czuję się bardzo dobrze. Stadion pięknieje z każdym dniem. Z tego, co widzę, nowa trybuna jest już praktycznie gotowa, więc za chwilę będzie to wyglądało jeszcze lepiej.

Jesteś zaskoczony formą Górnika w tym sezonie? Przed rozgrywkami wydawało się, iż zespół może być co najwyżej czarnym koniem, a wyrasta na prawdziwego hegemona. STS Puchar Polski Zabrzanie już zdobyli, a teraz walczą o medale w PKO BP Ekstraklasie.

- Zdecydowanie. Górnik to chyba najbardziej pozytywne zaskoczenie całego sezonu. Zdobycie Pucharu Polski to wielka rzecz, a w grze wciąż pozostaje przecież walka o awans do eliminacji Ligi Mistrzów.

Jak ogólnie oceniasz występy Górnika w Pucharze Polski? Słyszałem, iż wspierałeś ich prosto z trybun PGE Narodowego.

- Tak, byłem na Narodowym. Kibice Górnika to absolutny top. Od samego początku było czuć ogromną przewagę na trybunach - zarówno pod względem liczby, jak i przygotowania oprawy. Pełen szacunek, wyglądało to pięknie. A jeżeli chodzi o sam mecz? Mieliśmy do czynienia z szarpanym spotkaniem, to była klasyczna gra na wynik.

Byłeś spokojny, iż Górnik dowiezie korzystny rezultat do końca, czy w pewnym momencie pojawiły się wątpliwości?

- Na początku wydawało się, iż to Raków prowadzi grę. Potem inicjatywę przejął Górnik, który gwałtownie udokumentował to zdobytą bramką. Po przerwie, a zwłaszcza po zdobyciu drugiej bramki, widzieliśmy już pełną kontrolę ze strony Górnika.

Zabrzanie długo czekali na tak poważny sukces. Wielu kibiców wręcz nie dowierzało, iż od ostatniego triumfu w Pucharze Polski minęły aż 54 lata.

- To ogromny sukces. Bardzo się cieszę, bo całe to środowisko zasługuje na to, żeby Górnik grał świetnie i regularnie utrzymywał się w ligowej czołówce.

Jak wspominasz swoje czasy przy Roosevelta? Domyślam się, iż wracasz do nich z sentymentem.

- Oczywiście. Grałem w Górniku w dość ciężkich dla klubu czasach, ale mimo to na mecze przychodziło mnóstwo ludzi. Mam z tego okresu wiele wspaniałych wspomnień. W tamtym zespole grało zdecydowanie więcej Polaków i chłopaków mocno związanych ze Śląskiem. Dzisiaj proporcje w kadrze wyglądają już trochę inaczej.

Do Zabrza trafiłeś z Arki Gdynia, w której występowałeś zaledwie przez jedną rundę. Co zadecydowało o tym, iż ta przygoda trwała tak krótko?

- Pamiętam, iż na jednym z meczów Arki pojawił się trener Werner Liczka, bodajże z Markiem Koźmińskim. Obserwowali wtedy innego zawodnika, ale wpadłem im w oko i tak to się wszystko potoczyło.

Gdy usłyszałeś o zainteresowaniu ze strony Górnika, długo zastanawiałeś się nad ofertą?

- Nie, decyzja zapadła błyskawicznie. Mój tata był za młodu kibicem Górnika - wtedy Górnikowi kibicowała cała Polska - nie zastanawiałem się długo i bardzo gwałtownie zostałem piłkarzem klubu z Zabrza.

Zagrałeś w barwach Górnika historycznym sezonie, w którym Puchar Polski był rozgrywany w fazie grupowej. Mierzyliście się wtedy m.in. ze Skalnikiem Gracze i GKS-em Katowice. Zostałeś wtedy królem strzelców całych rozgrywek...

- Tak się ułożyło, to był ten specyficzny sezon z formatem grupowym. Zmagania o Puchar Polski nie miały wtedy jeszcze takiego prestiżu i splendoru jak obecnie. Szkoda, ale piłka nożna cały czas idzie do przodu.

Piłkarzom Skalnika Gracze śniłeś się po nocach. W dwóch meczach strzeliłeś im sześć bramek.

- (śmiech) Taki był urok tej rywalizacji. Bez względu na to, czy grało się z drużyną z Ekstraklasy czy z niższej ligi, zawsze trzeba było grać na całego.

Pucharową przygodę w tamtym sezonie zakończyliście dramatycznym dwumeczem w 1/8 finału z Legią Warszawa. Górnik mocno się postawił - przy Łazienkowskiej przegraliście 0:1, ale w rewanżu gra toczyła się "na noże". Objęliście prowadzenie, potem zmarnowaliście rzut karny, a kiedy Legia po golu w 95. minucie myślała, iż ma awans w kieszeni - wy odpowiedzieliście bramką Michała Chałbińskiego w 97. minucie. A iż bramki na wyjeździe wtedy nie obowiązywały, była dogrywka i rzuty karne.

- Dokładnie tak! Wydaje mi się, iż strzelałem choćby w tym meczu w serii rzutów karnych. Nie pamiętam już tego meczu tak szczegółowo, bo zagrało się ich w karierze tyle, iż poszczególne lata i etapy rozgrywek trochę się już zacierają w pamięci. Ale tamto spotkanie i te przegrane karne pamiętam.

Wróćmy do teraźniejszości. Przed nami środowy mecz Górnika z Arką Gdynia. Dla Zabrzan to najważniejsze spotkanie, bo strata punktów może mocno skomplikować ich sytuację w walce o medal. Jaki scenariusz przewidujesz na to spotkanie?

- Z jednej strony chciałbym, żeby Arka się utrzymała, bo to klub, który zasługuje na grę w Ekstraklasie. Z drugiej trzymam kciuki za to, aby Górnik zajął przynajmniej to drugie miejsce, premiowane grą w eliminacjach Ligi Mistrzów. Niezależnie od tego, jaki ostatecznie padnie w środę wynik, mam nadzieję, iż układ tabeli na koniec sezonu będzie korzystny dla obu zespołów.

Wydaje się jednak, iż remis w tym starciu nie zadowoli na ten moment żadnej ze stron.

- Być może ten punkt okaże się jednak na tyle cenny, iż koniec końców da Górnikowi upragnione eliminacje, a Arce pomoże w utrzymaniu.

Pamiętasz w przeszłości sytuację, w której beniaminek przegrywa u siebie zaledwie dwa mecze w sezonie, a mimo to do samego końca rozpaczliwie walczy o ligowy byt? Arka w Gdyni punktuje rewelacyjnie, a na wyjazdach spisuje się fatalnie.

- To prawda. Arka od zawsze była typowym zespołem własnego boiska, więc ich bardzo dobra postawa u siebie nie jest niespodzianką. Zaskakuje jednak aż tak gigantyczna dysproporcja między punktowaniem w Gdyni, a grą na wyjazdach w tym sezonie.

Mecz w Gdyni będzie ostatecznym sprawdzianem Górnika w walce o medale, czy przed dwoma ostatnimi kolejkami nie przywiązywałbyś do niego aż tak ostatecznej wagi?

- Górnik jest na fali i przystępuje do tego starcia jako faworyt. Ma wszystko w swoich rękach, by powalczyć przynajmniej o wicemistrzostwo, a przecież sprawa mistrzostwa Polski wciąż nie jest w 100 procentach zamknięta.

Ostatnia strata punktów z Zagłębiem Lubin nie skomplikowała tej pogoni za tytułem?

- Na pewno w pewnym stopniu skomplikowała. Pamiętajmy jednak, iż Górnik rozegrał ostatnio bardzo dużo spotkań i w takim natłoku słabszy występ miał pełne prawo się przytrafić.

Zmierzając do końca - jaki scenariusz przewidujesz na to spotkanie? Będziemy świadkami ostrożnego, taktycznego 0:0, czy zobaczymy ofensywne widowisko?

- Obstawiam, iż padnie mało bramek. Obydwa zespoły stawiają na solidną grę w tyłach. Defensywa jest w tym momencie prawdopodobnie najmocniejszym punktem Górnika, a Arka na własnym stadionie potrafi się rewelacyjnie bronić.

Zakładasz zatem niski wynik i podział punktów?

- Spodziewam się po prostu małej liczby goli. A w którą stronę przechyli się szala zwycięstwa - zobaczymy na boisku. Niech wygra lepszy.

Rozmawiał: eMZet

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: NaszSport.pl

Idź do oryginalnego materiału