240 kilometrów absurdu za nasze pieniądze. Kolejowa walka o bazę w Gorzowie

10 godzin temu
Logistyka na opak i puste pociągi


Pociągi obsługujące północ województwa będą pokonywać ogromne dystanse tylko po to, by przejść rutynowy przegląd lub czyszczenie. Społecznicy wyliczyli, iż tak zwane podsyły na trasie do Czerwieńska i z powrotem to 240 kilometrów czystego absurdu. Każdy taki kurs to spalone paliwo i godziny pracy załóg, za które ostatecznie zapłacą mieszkańcy w biletach i podatkach.


- Koszty pustych przejazdów zawsze będą równie drogie i bezsensowne logistycznie, niezależnie od tego, czy województwo zamawia 4 czy 14 milionów pociągokilometrów - mówi Tomasz Drost, prezes stowarzyszenia Komunikacja.org.


Zdaniem społeczników opieranie całego systemu nowej spółki Lubuski Transport Publiczny wyłącznie na jednej bazie w Czerwieńsku jest obarczone ogromnym ryzykiem. w tej chwili nasze województwo posiada tylko jeden taki obiekt w Rzepinie. Przy obecnej skali przewozów daje to najgorszy wynik w całym kraju pod względem obciążenia jednego punktu napraw.


Wielkopolska ma sześć baz a my jedną


Urząd Marszałkowski przekonywał wcześniej, iż model jednej bazy serwisowej to powszechny standard w dobrze działających regionach. Dane przedstawione przez społeczników pokazują jednak zupełnie inny obraz rzeczywistości. W sąsiedniej Wielkopolsce funkcjonuje aż sześć takich obiektów, między innymi w Poznaniu, Zbąszynku, Lesznie i Krzyżu.


Podobna sytuacja ma miejsce na Dolnym Śląsku, gdzie działają trzy bazy, w tym dwie w samej Legnicy oraz jedna we Wrocławiu. choćby w mniejszych regionach, jak województwo świętokrzyskie, pasażerowie mają do dyspozycji trzy punkty napraw taboru przy znacznie mniejszej liczbie pociągów. Według stowarzyszenia teza urzędników o jednym punkcie serwisowym jako normie jest całkowicie bezpodstawna.


Gorzów to węzeł a nie przystanek na żądanie


Spór dotyczy również samej roli Gorzowa Wielkopolskiego w systemie transportowym regionu. Urząd twierdzi, iż nasze miasto jest jedynie stacją przelotową dla połączeń między Kostrzynem a Krzyżem. Takie postawienie sprawy budzi ostry sprzeciw społeczników, którzy przypominają, iż to właśnie tutaj tysiące ludzi codziennie zaczyna i kończy swoją podróż.


Jeśli Gorzów jest dla władz z jakiegoś powodu nieakceptowalny, stowarzyszenie proponuje rozważenie Kostrzyna nad Odrą jako sprawdzonej alternatywy. Ignorowanie potencjału gorzowskiej kadry technicznej i gotowych terenów pod inwestycję to według nich marnowanie szansy na rozwój. Infrastruktura powinna być projektowana pod planowany powrót pociągów do Berlina czy Międzychodu, a nie po to, by konserwować niewydolny system.


Obietnice zamiast konkretnych napraw na północy


Zamiast bazy z prawdziwego zdarzenia, urząd obiecuje na północy województwa jedynie punkty tankowania i odfekalniania pociągów. Ma to nastąpić w bliżej nieokreślonej przyszłości. Dla stowarzyszenia Komunikacja.org to jedynie puste zapowiedzi, które nie rozwiązują problemu unieruchomionych składów blokujących tory.


Społecznicy zapowiadają dalszą walkę o głosy pasażerów z północy województwa i nagłośnienie sprawy u lokalnych włodarzy. Ich zdaniem lektura pism z urzędu obnaża całkowite oderwanie władz od ogólnopolskich standardów kolejowych. Debata nad stanem lubuskiej kolei staje się coraz ostrzejsza, a pasażerowie wciąż czekają na konkretne rozwiązania.
Idź do oryginalnego materiału